Zaloguj się aby zobaczyć całość

Fotolia_49098490_Subscription_XL_lekkiOto firma i kandydaci do pracy. Mimo że nie zostali zatrudnieni, to nie żałują. Nieprofesjonalna rekrutacja wystarczająco ich zniechęciła do przebywania w tym miejscu. Teraz opowiadają o niej znajomym przy kawie i nieznajomym podczas dyskusji w sieci. Drugi raz już nie będą walczyć o posadę, bo… pierwsze wrażenie firma może zrobić tylko raz.

 

 

Dobre i złe opinie krążą po sieci

„Uważajcie”, „Nie polecam!”, „Co za koszmar”, „Szkoda czasu” – przestrzegamy innych, gdy emocje zaczynają buzować po zakończeniu feralnej rozmowy kwalifikacyjnej. Dzielimy się rozgoryczeniem, złością, żalem, stresem. Swoimi komentarzami wysyłamy innym sygnały ostrzegawcze. Jak wynika z badań dotyczących candidate experience 3 na 4 kandydatów dzieli się wrażeniami z rekrutacji z rodziną i znajomymi, a niemal co piąty wspomina o tym w mediach społecznościowych. Dlatego wieści o firmie szybko się rozchodzą – zarówno te złe jak i dobre.

 

- Pamiętam firmę, do której mnie nie przyjęto, ale cała rekrutacja była bardzo profesjonalna i przyjazna; co więcej, rozmowa z rekruterką uświadomiła mi, czego brakuje w moim doświadczeniu i nad czym jeszcze powinnam popracować – opowiada Ada, pracująca jako specjalistka ds. marketingu. Nie wyklucza, że jeszcze raz zgłosi się do tej właśnie firmy, jeśli nadarzy się okazja – dzięki poprzedniej rekrutacji utwierdziła się w przekonaniu, że to organizacja przyjazna i otwarta.

 

Co zwykle trafia „na języki”?

  • Obiecanki-cacanki, czyli w ogłoszeniu pracodawca oferuje nam niemal złote góry, a podczas spotkania z rekruterem rzeczywistość okazuje się o wiele bardziej bolesna.
  • Okrągłe zdania, czyli omijanie przez rekrutera odpowiedzi, brak konkretów na temat firmy, stanowiska, obowiązków i oferty, niechęć do zdradzania szczegółów dotyczących zatrudnienia.
  • Zmowa milczenia – wielu pracodawców nie udziela informacji zwrotnych kandydatom, nie dba o komunikację z nimi.
  • Brak profesjonalizmu – zero przygotowania do rozmowy, arogancja rekrutera, nieuprzejmość, zła organizacja rozmowy (np. konieczność długiego oczekiwania na swoją kolej).

 

Wizerunek w rękach „odrzuconych”

Nowoczesne przedsiębiorstwo, atrakcyjna oferta pracy, ciekawe obowiązki, perspektywa rozwoju. Wszystko to może posypać się niczym zamek z kart – wystarczy tylko niewłaściwy ruch podczas rekrutacji, a pozytywny wizerunek pracodawcy upada.

Kandydaci czasem opowiadają nam o swoich doświadczeniach podczas rekrutacji do innych firm. Niektórzy przyznają, że chociaż nie dostali tam oferty pracy, to wcale nie żałowali, bo sama rekrutacja wystarczająco ich zniechęciła – opowiada Agata Błaszkiewicz, dyrektor działu HR w firmie Colliers International, która wprowadziła u siebie standardy przyjaznej rekrutacji i informuje kandydatów o ich statusie w procesie rekrutacji. – Zdarza się, że kandydaci po kilka razy dopytują, czy na pewno zadzwonimy z wynikami rekrutacji. Kiedy się do nich odzywamy, często wręcz nie dowierzają. Nawet jeśli nie zostali zatrudnieni, dziękują nam za informacje, są bardzo wdzięczni, bo twierdzą, że takie postępowanie na rynku pracy jest rzadkością.

 

Nie dziwi to Małgorzaty Skibowskiej, specjalisty ds. komunikacji marketingowej z firmy ISOLUTION, która też dba o przyjazną rekrutację.

- Kandydat poszukujący pracy wysyła zwykle więcej niż jedną aplikację, dlatego brak jakiejkolwiek informacji zwrotnej powoduje niechęć i budzi brak zaufania. Takie złe wrażenie bardzo ciężko jest naprawić – podkreśla przedstawicielka ISOLUTION.

 

Mały gest, a cieszy

„Dziękujemy” wysłane do kandydatów – ta z pozoru zwykła, prosta czynność potrafi przynieść dużo pozytywnych emocji po drugiej stronie skrzynki emailowej i ocieplić obraz firmy. Choćby dlatego, że kandydat przestaje czuć się tak, jakby wysyłał swoje CV w próżnię, a czekanie ma dzięki temu swój początek i koniec.

Liczy się także sama formuła rozmowy, szacunek dla kandydata i jego czasu, w końcu atmosfera panująca wokół.

Zawsze przyglądam się, jak wyglądają ludzie chodzący po biurze. Jeśli są uśmiechnięci, rozmawiają swobodnie ze sobą, a dodatkowo podobnie przyjaźnie zachowuje się rekrutujący, zaczynam przekonywać się, że ta firma może być fajnym miejscem pracy dla mnie – twierdzi Anna, która już kilka razy zmieniała pracę w ramach branży FMCG.

Jedno jest pewne – w zamian za odpowiednie traktowanie, kandydat odwdzięcza się dobrym słowem o firmie, które ….nie ginie w próżni.

 

A Wy dzielicie się ze znajomymi wrażeniami z rekrutacji?

 

Więcej o błędach, które popełniają firmy podczas rekrutacji, znajdziecie na blogu blogera i coacha, Michała Pasterskiego. Sprawdźcie, na co jeszcze zwracać uwagę w trakcie poszukiwania pracy i spotkań z potencjalnymi pracodawcami: http://michalpasterski.pl/2014/06/7-bledow-ktore-popelniaja-pracodawcy-podczas-rekrutacji/

3 (1)

O wyzwaniach związanych z procesem rekrutacji rozmawiamy w czasie „Tygodnia z przyjazną rekrutacją”, organizowanego w dniach 2-6 czerwca 2014 r. przez Pracuj.pl.

x-default


Autor wpisu: Katarzyna Klimek-Michno
  • takajedna

    miała kilka dziwnych rekrutacji. Kilka z nich było bardzo nie profesjonalnych. Opowiem o dwóch :)
    Rekrutacja do firmy windykacyjnej na stanowisko specjalisty ds. egzekucji (Wrocław). Firma na stronie jak i na profilu fb dodaje różne profe. rzeczy, jakto szkoli swoich ludzi, jak (niby) profesjonalnie podchodzi do pracy.. hm… ale do rekrutacji to już nie za bardzo.
    Spotkanie umówione na godzinę 13:00 – pół miasta przejechałam, Pani od rekrutacji zadzwoniła do mnie z tygodniowym wyprzedzeniem.
    Jestem przed czasem 5 minut.
    Dzwonie do drzwi – otwiera mi jakaś panienka z tapetą na 10 cm w mini i gumą w ustach – ani dzień dobry ani ch.. ci w d… nie powiedziała, dzięki Bogu ta chyba tylko drzwi otwierała bo po chwili przyszła kolejna – bardziej ogarnięta.
    Przedstawiam się i mówię w jakiej sprawie, zaprowadza mnie do pokoju i wyraźnie mówi że Pani Kierownik zaraz przyjdzie.
    Czekam 15 minut.
    Zamiast Kierowniczki przychodzi jakiś student :| jestem w szoku.
    Bierze CV zaczyna czytać (ponoć) i zadaje pytania.
    Tylko że jego pytania mają się nie jako do CV!
    Ponoć z CV wyczytał że jestem studentka :| mówie że nie… i tu zaczynają się jaja.
    Chłopak miał ewidentny problem z obliczeniem ile lat po studiach jestem, oraz czy nadal studiuję!
    Mimo, że miał wszystko od A-Z na CV!
    Zadawał pytania na które odp miał w CV!
    Brak profesjonalnego podejścia że aż się wkurzyłam i zaczęłam po prostu chamsko odpowiadać.
    Zapytał: to jesteś studentka czy nie? ja na to: nie przypominam sobie żebyśmy byli na Ty Proszę Pana, a takie podstawowe rzeczy ma Pan w CV na pierwszej stronie, wytłuszczonym drukiem :).
    Rozmowa z tym kimś była na poziome podstawówki.
    Uważam że rekrutorzy najpierw powinni zapoznać się z CV, a przede wszystkim nie zadawać pytań na które odp. mają w CV.

    Rozmowa nr 2.
    Firma cukiernicza we Wrocławiu – stanowisko pracownik biurowy.
    Co tu dużo mówić, szef 20 minut spóźnienia i w dodatku jeździ autem o rejestracji D1…….coś tam (dresiarska nazwa).
    Ok, wchodzę ja, z uśmiechem ze słowami dzień dobry a on? NIC…już miał u mnie minusa.
    Po czym zaczyna się rozmowa, ale najpierw mówi że to jednak nie praca biurowa tylko jako przedstawiciel – to po cholerę kłamią w ogłoszeniu? Pewnie dlatego że nikt normalny by do nich CV na stanowisko przedstawiciela nie wysłał.
    .Kolejny minut.
    Ale to co stało się po chwili – przegięcie z tego Pana strony.
    Wyciąga moje CV i czekoladę…
    Po czym czekoladę łamie i se je z mojego CV!
    Wyszłam i powiedziałam że z burkami pracować i rozmawiać nie będę.

    Teraz przypominały mnie się jeszcze dwie .. ale .. nie chcę zanudzać. :)

  • LaFourmi

    dawaj jeszcze te dwie, fajnie sie czyta ;p

  • takajedna

    Pseudo Kancelaria Prawnicza we Wrocławiu, która średnio co 2-3 lata zmienia nazwę – chyba sobą że ludzie są jednak głupi i się nie domyślą jaką przedtem posiadali nazwę, albo sądzą że zmiana pomoże im w lepszej ocenie na rynku – średnia opinia z gowork: 2 – same nie przychylne komentarze.
    Mam taką zasadę – jak idę na rozmowę ubieram się ładnie – spodnie lub spódnica, biała koszula – nie oszukujmy się ale jak Cię widzą tak cię piszą :)
    Lato 2010 lub 2011, stanowisko: asystenta ds. należności.
    Już po samym wejściu tam czułam że będzie ciężko – nie myliłam się.
    Pani zadzwoniła do mnie w poniedziałek i zaprosiła na rozmowę, która odbyła się w środę, pytałam się czy można przesunąc rozmowę na inną godzinę, niestety ponoć cały dzień miała zajety bo rekrutowała – ok. To wiedząc że będzie cały dzień rozmawaić z kandydatami ubrała się jak wieśniak? białe adidasy, dresiarskie spodnie i t-shirt? to chyba prezes czy tam dyrektor chodzi w stringach po firmie.
    Zresztą Panie na recepcji i pracownice wychodzące na papierosa bardziej wyglądały jakby szły na imprezę techno niż do pracy…
    Rozmowa odbyła się w szklanym pomieszczeniu koło wyjścia/wejścia – wszyscy mogli poprzeć i nawet posłuchać.
    Od Pani dowiedziałam się że mamy 23 wiek! wow!
    Nie potrafiła powiedzieć na czym tak naprawdę polega praca, wyczułam że stanowisko jest raczej tzw. telemarketerem, a oni starają się to ładniej ubrać w słowa.
    Ta Pani nic, ale to nic nie wiedziała: zarobki? „Hm…. no więc… o zależy..”, godziny pracy? „różne” – odpowiedzi lakoniczne – krótkie ale za cholerę nie konkretne.
    Niestety, zadzwonili do mnie z propozycją współpracy – byli w szoku gdy odmówiłam :D powiedziałam żeby najpierw zatrudnili kogoś konkretneo na stanowisku rekrutora, kogoś kto ma coś w głowie i potrafi rozmawiać z kandydatami.
    Prostaki! rzucili mi słuchawką – jednak nie potrafią przyjąć krytyki.

  • takajedna

    ależ proszę :)

  • disqus_WjffC1kd0Y

    To ja wydam kilka słów krytyki na firmę pracuj.pl, pewnie to usuną, ale co mi tam! ;)
    Bardzo liczyłem na pracę w tym miejscu, bo i portal bardzo popularny, atrakcyjne miejsce, bo bardzo blisko mojego zamieszkania, nagrody dla najlepszego pracodawcy. Wydawałoby się, że proces rekrutacyjny też będzie na najwyższym poziomie.
    Na rozmowę zostałem zaproszony z jednodniowym wyprzedzeniem. Także miałem możliwość zapoznania się z historią spółki itp., czyli jak to mówię „odrobiłem swoją pracę domową”. Rozmowa w sumie też przebiegła dość miło, ok. 40 min. Pytania standardowe. Choć jedno mnie zdenerwowało. „Co chciałby Pan studiować w przyszłości” – jako, że studiów nie planuję, bo i po co… Więc zazwyczaj mówię o rachunkowości, bo dość lubię tę dziedzinę. A Pan na to, a może informatyka i zaczął wymyślać. No dobrze… Przebrnąłem przez wszystkie pytania. Więc zadałem zasadnicze pytanie, czy otrzymam odpowiedź na temat rekrutacji, nawet jeżeli będzie negatywna. Otrzymałem odpowiedź, że w ciągu 2 tygodni.
    Dwa tygodnie minęły, cisza… Minęły trzy tygodnie, nadal cisza. Zatem napisałem e-mail, bo ile to roboty… Z pytaniem o status mojej aplikacji.
    Oooo! Otrzymałem odpowiedź, bo się o nią upomniałem. Od pracownicy, która rozpoczęła swoją pracę 3 tyg. wcześniej (goldenline dobra rzecz! ;)). Odpowiedź była negatywna. Do tego z kupą błędów. Zasadnicza sprawa… Po zwrocie grzecznościowym nie stawiamy przecinka, niczego nie stawiamy. Tylko np.: Pozdrawiam enter imię i nazwisko. No żebym ja musiał uczyć podstawowych rzeczy… Ludzi, którzy są po studiach…
    Poprawność językowa wizytówką firmy. Zawsze to będę powtarzał.
    Także firma, która jest liderem na Polskim, jak i innych rynkach w poszukiwaniu pracy popełnia karygodny błąd! Choć sami o tym piszą i co robią… No właśnie, odpowiedź powyżej.

    Choć nie ukrywam, że jednak chciałbym podjąć współpracę z tą firmą… Ale chyba na marzeniach pozostanie ;)

  • Grupa Pracuj

    Komentarzy – nawet tych krytycznych – nie usuwamy :). Chcielibyśmy sprawdzić opisaną sytuację – czy możemy prosić o przesłanie szczegółów na adres rekrutacja@pracuj.pl (na jakie stanowisko była to rekrutacja, gdzie i kiedy się odbyła itd.). W Grupie Pracuj staramy się, aby proces rekrutacyjny był przeprowadzany na jak najwyższym poziomie, a szczególną wagę przykładamy do kwestii informacji zwrotnej dla kandydatów. Sprawdzamy każde tego typu zgłoszenie, żeby wyeliminować wszelkie niedociągnięcia w tym zakresie. Pozdrawiamy!

  • disqus_WjffC1kd0Y

    Proszę, na skrzynce już macie wszystkie informacje, bardzo dokładne ;)
    Mam nadzieję, że przydadzą się do polepszenia procesów rekrutacyjnych.

  • Ula Ł

    podziwiam za odwagę, ja bym nie potrafiła być tak bezpośrednia :) jak odrzucam ofertę, po prostu informuję, że rezygnuję i podaję jakiś lipny powód (wiem, bez sensu)

  • Ula Ł

    Ubiegałam się o staż w dużej firmie spożywczej w Warszawie. Oddzwoniono do mnie praktycznie od razu po wysłaniu aplikacji. Rozmowa telefoniczna była standardową rozmową o pracę, ale całkiem przyjemna, rekruterka szczegółowo opisała etapy rekrutacji: aplikacja, rozmowa, zadanie, assessment center. Po rozmowie miała mi wysłać zadanie na którego rozwiązanie miałam tydzień. Zadanie zrobiłam i wysłałam w wyznaczonym terminie, z niecierpliwością czekałam na odpowiedź. Po tygodniu zapytałam czy mój e-mail dotarł (problemy z internetem). Otrzymałam odpowiedź że dotarł i firma jeszcze nie przejrzała rozwiązań od kandydatów (!), mam spokojnie czekać na decyzję. Ok więc czekam dalej. Po kolejnych 2 tygodniach na Fb widzę zdjęcia z assessment center na którym rzekomo miałam być. Zamiast tego po kolejnym tygodniu (ok 4 tygodnie po wysłaniu rozwiązania) dzwoni do mnie inny rekruter, mówiący tylko po angielsku. Po takim czasie już zdążyłam spisać ofertę na straty i zapomnieć więc rozmowa przebiegła dosyć drętwo, pytania były nieadekwatne do etapu rekrutacji – były czytane przez rekrutera z formularza aplikacyjnego który już hen hen dawno wypełniałam. Ok odpowiedziałam na nie drugi raz bo co mi zależy. Na koniec pan powiedział że chciałby się ze mną umówić na ostatni etap podczas którego sprawdzą moje umiejętności, chciał umówić się już na następny tydzień bo potrzebują stażystę już w tej chwili. Jednakże miał jeszcze sprawdzić terminy i do mnie oddzwonić z dokładną datą. No i się nie doczekałam bo rozmowa była ok 4 tygodnie temu. Uczestniczyłam już w tylu rekrutacjach że nie zliczę ale z tak nieprofesjonalnym podejściem jeszcze się nie spotkalam. Od tej pory będę unikać tej firmy jak ognia. Kto by pomyślał że firma – moloch może popełniać takie błędy

  • Ula Ł

    Z kolei pochwalę inną firmę – Danone. Mimo że odpadłam na ostatnim etapie rekrutacji, pofatygowali się żeby do mnie zadzwonić, co zdarzyło mi się po raz pierwszy w życiu. Dostałam też opis co im się podobało w mojej osobie i powód, dlaczego mnie nie zatrudnili. Miłe zaskoczenie i plus dla Danone! :)

  • takajedna

    oj nie dobrze robisz :) im trzeba mówić co robią źle – inaczej nie nauczą się niczego nowego, a głupie błędy będą nadal popełniać. Podaje przykład z paru dni: dzwoni telefon około 11:00 – nie odbieram – jestem w pracy – zabiegana, nie mam czasu, ani chwili na nic, a tym bardziej u mnie jest też problem by znaleśc jakieś ustronne miejsce i pogadać ze spokojem o nowej pracy. Oddzwaniam. Pani zdiwiona że nie odebrałam, tłumacze że mogę dopiero po pracy po 15 (zastanawiam się co mają zrobić
    biedni pracownicy produkcji). Ok, zaczyna się niby rozmowa, który kończy się tym, że chyba dzwoniła jej koleżanka i zaraz ktoś oddzowni. Czekam 30-40 minut, telefon dzwoni. dobieram, odrazu zaprasza mnie na
    rozmowę,.. ale chwila, chwila… zaczynam zadawać pytania: jaka umowa, na ile, ile płacą i co?! „przykro mi ale takie informację uzyska Pani dopiero na rozmowie” że co?! standardowe pytania, mam pracę szukam
    czegoś lepszego więc to normalne, że nie będę marnować czasu na ofertę która ekonomicznie okaże się gorsza. Poinformowałam Panią że zadzwonie do niej jutro, bo bym musiała wziąść dzień wolny jesli mam się z nią spotkać….już słyszę marudzenie i takie „ahhha” – ale takie chamskie. Bo ona chciałam mnie jutro na rozmowie – nie cierpie jak rekrutorzy sami narzucają jakiś termin i mają pretensje jak kandydaci nie mogą! – brak szacunku dla innych!
    Dzwonie następnego dnia, Pani zajęta, mam zadzwonić po weekendzie. OK, dzwonie…i co? dowiaduje się że oferta jest już nieaktualna – pytam czemu? jakoś Pani nie potrafiła mi wytłumaczyć, ale powiedziała, żę do mnie dzwoniła rano i nikt nie odebrał . powiedziałam „Skoro Pani jak i Pani koleżanka mają problem ze
    zrozumieniem, że mogę odebrać telefon dopiero po godzinie X to naprawdę
    bardzo się ciesze że oferta jest nieaktualna, bo nie szukam pracy z niemiłymi osobami które nie potrafią i chyba nawet nie chcą być uprzejmi i nie potrafią uszanować czasu innej osoby”
    . koniec :)

  • Toyad Mordovnick

    „Zasadnicza sprawa… Po zwrocie grzecznościowym nie stawiamy przecinka, niczego nie stawiamy.” – tak się akurat składa, że owszem, NIE TRZEBA żadnego znaku stawiać, ale przecinek jest całkowicie dopuszczalny, tak samo jak kropka lub wykrzyknik. Skoro deklaruje Pan taką wrażliwość w sprawie poprawności językowej, wypadałoby samemu znać obowiązujące reguły… Wypomnę tu jeszcze dość żenujący – jak na rzekomego purystę – błąd rozpoczęcia zdania (w tym konkretnym kontekście) od partykuły „Także”, zamiast spójnika „Tak że”… To nie są tożsame części mowy; „także” odpowiada znaczeniu „również”, zaś „tak że” odpowiada znaczeniu „zatem”. Stylistycznie razi też zwrot „wydam kilku słów krytyki” – wydawać to można okrzyk, wyrok, książkę drukiem, ewentualnie opinię na dany temat.

    Może jednak studia na coś się czasem przydają. Podobnie, jak odrobina pokory i samokrytyki.

    Pozdrawiam