Zaloguj się aby zobaczyć całość
5/5 (2)

Pol godziny jak wiecznosc czyli czekajac na rozmowe o praceTo już dziś! Twoje spotkanie z rekruterem. Najbardziej dłużą się ostatnie minuty czekania. Co robić, a czego nie robić? Sprawdź, jak efektywnie wykorzystać ten czas.

 

– Przede wszystkim pamiętajmy, aby pojawić się w firmie niedługo przed spotkaniem, najlepiej dziesięć minut wcześniej. Nie jest wskazane siedzenie przy recepcji czy krążenie po korytarzach już pół godziny przed umówioną godziną – mówi Konstancja Zyzik, Talent Acquisition Team Leader w Grupie Pracuj. Większy zapas czasowy warto więc wykorzystać np. na spacer po parku. Ważne też, aby nie przyjść do firmy zbyt późno. Zdarza się, że kandydaci wręcz wbiegają do sali, zdenerwowani swoim spóźnieniem, zestresowani szybkością działań. Już sama rozmowa jest stresującym przeżyciem, nie warto dokładać sobie kolejnych.

 

Jak wykorzystać minuty po przekroczeniu progu firmy? Oczywiście na początek przywitanie i przedstawienie się na recepcji. Powołajmy się na nazwisko rekrutera, z którym mamy spotkanie – warto wiedzieć, z kim rozmawialiśmy telefonicznie i umawialiśmy się na spotkanie rekrutacyjne, zamiast dopiero teraz o to dopytywać.

 

Sprawdź 7 rzeczy, które musisz zrobić przed rozmową kwalifikacyjną >>

 

Czas przed rozmową możemy poświęcić na odświeżenie różnych informacji związanych z rekrutacją. Sprawdźmy raz jeszcze ogłoszenie i ofertę, na którą aplikowaliśmy – zwróćmy uwagę na wymogi na wybrane stanowisko, zakres obowiązków itd. Jeszcze raz przeczytajmy albo chociaż „przeskanujmy” wzrokiem zawartość zakładki „Kariera” na firmowej stronie lub sprawdźmy profil pracodawcy na Pracuj.pl. Przeczytajmy życiorys, utrwalmy zawarte w nim informacje. Ostatnie minuty przed spotkaniem to też dobry moment, aby przypomnieć sobie pytania, które chcemy zadać rekruterowi. Tak, aby uniknąć później stwierdzenia, że „wypadło nam z głowy”. Zastanówmy się, jakie aspekty chcemy poruszyć, czego się dowiedzieć o firmie, stanowisku, warunkach zatrudnienia. Określmy raz jeszcze, co jest dla nas kluczowe i jakie czynniki będą mieć wpływ na naszą decyzję o przyjęciu oferty.

 

Kiedy mamy już za sobą przypomnienie i podsumowanie najważniejszych kwestii, pomagających w przygotowaniu do rekrutacji, to powinniśmy zacząć się wyciszać i odprężać radzi Konstancja Zyzik.  – Nie myśleć o tym, jak będzie wyglądać spotkanie, nie nakręcać się czarnymi wizjami, nie wymyślać pesymistycznych scenariuszy. Tylko zająć się oddychaniem, uspakajaniem i opanowywaniem stresu.

 

Zająć myśli pomoże np. czytanie jakiegoś czasopisma lub książki. Albo skupienie się na jakichś pozytywnych wspomnieniach czy planach, które wywołują w nas energię i entuzjazm. Niewskazane jest natomiast nerwowe chodzenie po korytarzu, ciągłe dopytywanie na recepcji o rekrutera, prowadzenie głośnych rozmów telefonicznych i relacjonowanie rozmówcy tego, co robimy, co się dzieje dookoła nas i jak bardzo się denerwujemy. – Jeśli mamy taką potrzebę, żeby do kogoś wtedy zadzwonić, to zachowujmy się dyskretnie i taktownie. Warto pamiętać, że osoby na recepcji również nas widzą i oceniają – mówi Konstancja Zyzik.

 

„Zajadanie” stresu również nie jest najlepszym pomysłem. Na kilka minut przed spotkaniem zrezygnujmy nawet z przekąsek typu słodycze czy owoce. – Nie zabierajmy na salę swojej wody do picia. Jeśli ktoś z recepcji albo później rekruter pyta, czy chcemy się czegoś napić, to zgodnie z zasadami savoir vivre należy podziękować i przyjąć szklankę z wodą radzi przedstawicielka Grupy Pracuj.

 

A Wam jak upłynął czas przed spotkaniem rekrutacyjnym?


Autor wpisu: Katarzyna Klimek-Michno
  • freZZchannel

    z rozmów kwalifikacyjnych zrobiły się jakieś sekciarskie obyczaje. Guzik to ma wspólnego z szukaniem odpowiedniego kandydata, bardziej jest to rozmowa kto kogo bardziej oszuka, czy rekrutujący opowiadając dyrdymały jaka to praca nie jest w ich firmie super, zatajając informację o zarobkach i socjalu jak najdłużej się da, czy potencjalny pracownik, który udaje, że tylko ta firma i w ogóle, że tak się jara i zawsze chciał składać części do telewizorów i nie wyobraża sobie życia bez 50 godzin w tygodniu spędzonego w pracy za najniższą krajową